10 powodów, dla których musisz odwiedzić praskie ZOO. Nie ma innej opcji

7
Kolejny etap naszej podróży do Pragi to ZOO. Jakże mogłoby być inaczej? Jestem wielką fanką ogrodów zoologicznych, ale niestety do tej pory nie udało mi się zobaczyć ich zbyt wielu. Dlatego, kiedy zdecydowaliśmy się na wyjazd do stolicy Czech, postanowiłam, że co jak co ale zwierzaki odwiedzić musimy. Zwłaszcza, że naczytałam się o nim wiele dobrego. No i nie zawiodłam się.
Jeszcze nigdy nie byłam w ZOO, w którym jest tak dużo zieleni i drewna. Wybiegi nie są przygnębiające, a wręcz przeciwnie – idealnie pasują do całego obiektu. Do tego na każdym kroku trafimy na jakiś strumyk, staw czy fontannę. Pewnie nie wiecie, ale kilka lat temu ZOO nawiedziła powódź. W całym ogrodzie można spotkać elementy, które o niej przypominają. Np. wskaźniki pokazujące dokąd sięgała woda. Jednak mimo wszystko najważniejsze w ZOO są zwierzęta. Właśnie nimi (głównie) chcę Was przekonać do odwiedzenia tego miejsca.

Lemur
Największą niespodzianką był dla mnie wybieg dla lemurów. Spytacie zapewne, co w nim takiego niespodziewanego. Otóż – na wybieg można normalnie wejść i przechadzać się między biegającymi radośnie puchatymi stworzeniami ^^ Czysta rozkosz. Jeżeli nie wierzycie, spójrzcie na poniższe zdjęcie (ja to ta uchachana pani po lewej stronie ^^):
Tosia i lemur ^^
Jak to wygląda w praktyce? Wchodzimy na wybieg przez podwójne drzwi – w momencie, kiedy jedne są otwarte, drugie muszą być zamknięte, żeby zwierzaki nie uciekły. Najlepsze jest jednak informacja o tym, żeby mieć zamkniętą torebkę, żeby „przez przypadek” nie wynieść lemura ;)

Pelikan
Ale nie samymi lemurami człowiek żyje. Podobna niewielka odległość dzieli nas od pelikanów, które radośnie pływają sobie po jeziorku, nad którym stoimy na niewysokim mostku. A pelikany są naprawdę przeurocze – taplają się w tej wodzie jak szalone :) Na dowód bliskości kolejne zdjęcie:

Tak blisko można podejść!
Jakbym się uparła, to bym go po głowie poklepała. Tylko się bałam oczywiście ;)
Pingwiny na wyciągnięcie ręki
W warszawskim ZOO trudno jest się dopatrzyć pingwinów, bo wybieg jest oddalony od zwiedzających o ładnych kilka metrów. W Pradze wygląda to dużo lepiej. Wybieg jest połączony z „basenem”, który możemy obserwować przez szybę. Wtedy pingwinki pływają prawie obok nas :)

Flamingi
Wiele razy widziałam też flamingi, ale nigdy nie widziałam ich w takiej ilości i w tak pięknych barwach. Zawsze były to same wyblakłe ptaki, które nie robiły na mnie większego wrażenia, a w Pradze flamingi są naprawdę piękne – intensywnie pomarańczowe. No i jest ich naprawdę dużo. Chyba nigdy nie przestanie mnie dziwić, jak może być dla nich wygodne stanie ciągle na jednej nodze ;)
Tapir – mój nowy ulubieniec
Zawsze uwielbiałam lemury i surykatki, ale w praskim ZOO znalazłam nowego ulubieńca. Tapir (bo tak się mój ulubieniec nazywa) jest najwspanialej biegającym zwierzęciem, jakie w życiu widziałam. Jeżeli chcecie się zakochać tak jak ja zajrzyjcie na filmik (KLIK KLIK). Gwarantuję Wam uśmiech :)
Pieski preriowe
Przerozkosznym widokiem są także pieski preriowe, które widziałam chyba pierwszy raz w życiu. Te małe ssaki biegały radośnie po całym wybiegu i usilnie kopały dziury, w które jeszcze radośniej wskakiwały. Mogłabym tam stać i patrzeć na tą rodzinkę :)

Paczające sówki
Tak sobie spacerowaliśmy oglądając różne klatki, kiedy naszym oczom ukazała się klatka z sowami, a w zasadzie sówkami. W pierwszej chwili ich nawet nie zauważyliśmy, bo siedziały na jej samym końcu, na gałęzi. Siedziały i paczały – dosłownie. Wszystkie miały ten sam wyraz „twarzy” i paczały hipnotyzującym wzrokiem na spacerujących :)

„Słit focia” w kamerze termowizyjnej
Teraz, co prawda nie zwierzak, ale wcale nie gorsza trakcja. W jednym z budynków, w którym mieszkają zwierzątka, można zobaczyć jak się wygląda w obiektywie kamery termowizyjnej. Prawdopodobnie chodziło o to, żeby zobaczyć jak widzą nasz świat jakieś zwierzęta, ale prawdę mówiąc nie czytaliśmy stojącego obok opisu stanowiska, bo … byliśmy zajęci robienie „słit foci”.

Zaciesz tygrysa (?)
Nam uśmiechy nie schodziły z twarzy przez cały pobyt w ZOO, ale zaskoczeniem była radość, jaką zobaczyliśmy na mordce tego kocura. Czyż ten uśmiech nie pokazuje, jak bardzo jest zadowolony?

Atakujący nietoperek
Na koniec coś, co zapewne nie każdego zachęci do odwiedzenia praskiego ogrodu – nietoperki. Generalnie raczej się ich nie boję, nie przeszkadzają mi i nie wywołują we mnie jakiś negatywnych emocji. Do czasu. Bo w praskim ZOO jest budynek, w którym jest prawie całkowicie ciemno. No i właśnie w nim mieszkają m.in. nietoperki. Można je oglądać stojąc przed „wybiegiem”, na którym mieszkają. Od obserwatorów nie oddziela ich żadna szyba. No i tak sobie staliśmy i patrzyliśmy, i w pewnym momencie jeden z nietoperków wyleciał z wybiegu, a wracając oczywiście musiał o mnie zahaczyć. To już nie pierwszy raz. W jaskini Raj także wpadł na mnie radosny nietoperek ;)

Mapa ZOO

Tu na górze możecie zobaczyć mapę całego ZOO, a jak klikniecie TUTAJ to zobaczycie jej interaktywną wersję. Jest naprawdę bardzo duże i zapewniam Was, że warto je odwiedzić. W zupełności wystarcza kilka godzin, aby zwiedzić je całkiem dokładnie. Mam nadzieję, że udało mi się Was przekonać ;)

Gdyby ktoś był zainteresowany, to godziny otwarcia:

marzec: 9-17
kwiecień, maj, wrzesień, październik: 9-18
czerwiec, lipiec, sierpień: 9-19
listopad, grudzień, styczeń, luty: 9-16

No i oczywiście cennik:

Dorośli – 200 CZK
Dzieci (3-15 lat) – 150 CZK
Dzieci (do 3 lat) – za darmo
Studenci (trzeba pokazać legitymację czeskiej uczelni lub ISIC) – 150 CZK

Po resztę informacji odsyłam na oficjalną stronę ZOO :)

Lubicie? Odwiedzicie? A może już byliście?

Zakochana, uśmiechnięta, wieczna optymistka. Z cudownym mężem i wspaniałymi kocurami. Po prostu szczęśliwa.