Ostatnio sporo się u mnie dzieje, więc mam problem z wygospodarowaniem czasu na pisanie. Inna praca, nowe obowiązki. Jeszcze do tego zaraz zaczyna się uczelnia :) Na szczęście już ostatni rok! W związku z tym trzeba czasem się odstresować. Idąc tym tropem w sobotę wybraliśmy się z P. ze znajomymi na piwko i (gdzieś w okolicach czwartego) padło pytanie, co robimy w niedzielę? :) Sami wiecie jak takie rzeczy się kończą :) Stanęło na tym, że w niedzielę o 6 rano wyruszyliśmy w piątkę samochodem do Berlina :D

W Berlinie nigdy do tej pory nie byliśmy. Także pojechaliśmy całkowicie w ciemno. W zasadzie nie mając żadnego planu miasta i nie mając pojęcia o tym, co warto na miejscu zobaczyć :)

Nasza podróż trwała ładnych siedem godzin. Jechaliśmy jedną z niewielu polskich autostrad i gdyby nie wszechobecne remonty to byłoby całkiem miło. Zatrzymaliśmy się także o drodze w KFC na kawkę i śniadanko. Zaraz pokażę wam zdjęcia i miejsca, które odwiedziliśmy. Nie pokażę wam moich towarzyszy bo nie jestem pewna, czy chcieliby znaleźć się u mnie na blogu :)

 
Berlin 2012

Pierwsze kroki skierowaliśmy do metra. Bo ja oczywiście nie widziałam nigdy tak rozbudowanego! Ale muszę przyznać, że jest jeszcze brzydsze niż warszawskie – tak, wiem, że jest też dużo starsze. Ale spodziewałam się czegoś więcej :) Sweet focia z metra musiała być :)

Berlin 2012

Potem naszym oczom ukazała się wieża radiowa (?). Podobno można wjechać na samą górę, ale mieliśmy za mało czasu i oczywiście pieniędzy :) Tak, w Berlinie jest strasznie drogo. Generalnie odnalazłam także sklep Lusha! Przyssałam się do witryny i obśliniłam całą szybę ;) Na szczęście sklep był zamknięty – podejrzewam, że ze względu na niedzielę. Jednak z tego samego powodu nie znalazłam żadnej otwartej drogerii DM. Może to i dobrze? Mój portfel się cieszy. Co do wieży, to robi spore wrażenie.

Berlin 2012

Generalnie ta część Berlina, którą widzieliśmy wygląda jak żywcem wyjęta z PRL. W samym centrum miasta mrówkowce. Jest tam po prostu brzydko … Podejrzewam, że żeby wczuć się w klimat miasta, trzeba pobyć w nim więcej niż 6 godzin, ale ja się bardzo zawiodłam.

 
Berlin 2012

Potem trafiliśmy w najbardziej kolorowe miejsce Berlina :) Była to jego mapa z oznaczonymi najważniejszymi miejscami kolorowymi pinezkami! :) Aż się uśmiechnęłam na ten widok. Świetny pomysł na wykorzystanie przestrzeni. W ogóle bardzo mi się podoba wykorzystanie rzeki w Berlinie. Pływają po niej barki restauracyjne i takie przewożące turystów po mieście. Widać, że cieszą się dużym powodzeniem. Warszawie by się przydało :)

 
Berlin 2012

W ogóle w całym mieści można zauważyć dziwne rury (niebieskie i różowe), których przeznaczenia nie mogłam rozgryźć :) Może wy wiecie o co z nimi chodzi?

Berlin 2012

Myślałam, że w Warszawie jest mnóstwo dziwnych figur ludzkich, grajków, śmierci itp. Ale w Berlinie jest ich jeszcze więcej. I przede wszystkim są genialni! Na zdjęciu widzicie „pijanego” gościa :) W Warszawie tacy stoją, tylko, że nie udają :)

Berlin 2012

Jak zobaczyłam Dunkin Donuts to mało się nie posikałam z radości :D Oczywiście musiałam spróbować pysznego pączusia! O diecie na chwilę zapomniałam, dobra na cały dzień :) Był przepyszny!

Berlin 2012

Dotarliśmy także do Bramy Brandenburskiej. Zrobiliśmy sobie sweet focie z bramą w tle. Muszę przyznać, że robi wrażenie. Jest to jedno z ładniejszych miejsc, spośród tych, które widzieliśmy. W ogóle przed bramą można sobie zrobić zdjęcia z flagami ZSRR. W całym mieście można też kupić wszelkiego rodzaju pamiątki związane ze Związkiem Radzieckim. Taka ciekawostka przyrodnicza :)

Berlin 2012

Na koniec jeszcze dojechaliśmy do Muru Berlińskiego. To było miejsce, na którym najbardziej mi zależało. Dotknąć tego kawałka historii. Coś wspaniałego i zarazem przerażającego … Na Murze są teraz wspaniałe graffiti.

 
Berlin 2012

Generalnie dzień był wspaniały! Berlin może nie jest najpiękniejszym miastem i trochę w nim śmierdzi. Ale warto było pojechać i zobaczyć to wszystko na własne oczy! Polecam. Powrót był ciężki. Wróciliśmy dopiero około 2 nad ranem, a ja na 6 szłam do pracy. Ale i tak było warto! Mam też nadzieję, że to nie jest ostatnia taka spontaniczna wyprawa :)

5 komentarzy

  1. Anonimowy

    rury? haha tak, sa rzeczywiscie tajemnicze :D co ciekawe czasem zamiast niebieskich sa takze rozowe… w kazdym razie ich przeznaczenie jest dosc oczywiste – doprawadzaja wode do miejsc, w ktorych prowadzone sa jekies remonty/prace budowlane. chodzi po prostu o to, zeby nie rozkopywac od razu pol miasta :D sprytne ^^

  2. haaah, 'spontany' są dobre! byłam w Berlinie daaaaaaaawno temu, więc miło sobie odświeżyć te miejsca znów:)

  3. Ale super spontan! Nie ma jak taka niezaplanowana wycieczka :) Mam nadzieje, że zaliczyliście bratwursty!

    Smród w Berlinie to nic przy Paryżu, tam każda stacja metra ma swoją smrodliwą woń… ;)