Jednym z pierwszych punktów, który wpisałam na moją listę 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią była wizyta w Disneylandzie. Oczywiście, docelowo chodzi mi o kilka dni spędzonych na Florydzie, ale na razie muszę zadowolić się wersją francuską.

Jak to wspominam?

Mimo tego jak na razie uważam, że dzień spędzony w podparyskim Disneylandzie był najlepszym w moim życiu. Tuż za nim (dosłownie o centymetr!) jest dzień naszego ślubu. Także sami rozumiecie. Jestem zdania, że naprawdę każdy (nie ważne czy dziecko, czy dorosły) powinien chociaż raz w życiu odwiedzić to miejsce. Tam naprawdę spełniają się marzenia, a uśmiech nie schodzi człowiekowi z twarzy.

Już kasy wywołują ogromny uśmiech na twarzy!

Kiedy pojechać do Disneylandu?

My byliśmy w Paryżu w lipcu. Było dosyć ciepło, ale nie gorąco. Jak zauważycie na zdjęciach – padało. I nie! To nie był minus naszej wyprawy, chociaż tak z początku myślałam. Szybko jednak się okazało, że deszcz jest najlepszym sprzymierzeńcem tego typu wizyt. Do pierwszej małej atrakcji staliśmy ok. 40 min w kolejce, a później, kiedy już się rozpadało na dobre, na każdego większego rollercoastera wchodzili po pięć razy z rzędu, nie czekając nawet minuty. Czyli co? Pierwsza rada – do Disneylandu tylko w czasie pory deszczowej.

Jak używać FASTPASS?

Jeżeli jednak traficie na piękną pogodę (o zgrozo!), pamiętajcie, że istnieje coś takiego jak FASTPASS. Niektóre (te większe i bardziej oblegane) atrakcje mają możliwość wejścia bez konieczności czekania w długiej kolejce (cała lista atrakcji). Przede wszystkim znajdźcie znak, na którym wyświetla się informacja o najbliższej możliwej godzinie wejścia. Jeżeli ta godzina Wam pasuje, wsuńcie FASTPASS do urządzenia. W zamian dostaniecie bilecik z wydrukowaną godziną wejścia na atrakcję. Teraz możecie oblecieć kilka innych atrakcji i wrócić na konkretną godzinę. Wtedy wejdziecie innym wejście niż cała reszta, a do tego nie będziecie musieli stać w kolejce.

Po wejściu zwariowałam ze szczęścia!

Bilety do Disneylandu

Nie ma sensu, żebym opisywała Wam dokładnie ceny biletów. Zmieniają się one bardzo mocno w zależności od miesiąca i dnia. Wszystko jest jednak bardzo dokładnie i klarownie opisane na oficjalnej stronie Disneylandu. Koszt jednego całodziennego biletu dla dorosłego do jednego parku zaczyna się od 99 euro. Koszt wysoki (nawet bardzo…), ale warto, naprawdę warto!
Pamiętajcie też, żeby zarezerwować sobie na wizytę w Raju dosłownie cały dzień. Bo wykorzystacie każdą minutę. Gwarantuję Wam.

Ja na mapie odhaczałam wszystkie interesujące punkty

Postanowiłam, że nie ma sensu opisywać w jednym poście całego parku. Ani ja nie dałabym rady napisać aż tak długiego posta, ani tym bardziej Wy nie dalibyście rady go przeczytać. Dlatego relację z Disneylandu podzielę na pięć części. W czterech opiszę każdą krainę, a w piątej wybiorę dla Was pięć atrakcji, które po prostu musicie odwiedzić.

To, co najlepsze w Discoveryland

Discoveryland

Na pierwszy ogień idzie Discoveryland, czyli kraina, do której weszliśmy na samym początku. Jest to Kraina Odkryć, dzięki której przeniesiecie się w czasie i przestrzeni. Oferuje naprawdę bardzo różnorodną rozrywkę. Na pokładzie Space Mountain zwiedzicie galaktykę, zobaczycie świat Star Wars, zanurkujecie z Kapitanem Nemo, a z Buzzem Astralem zmierzycie w wojnie z kosmitami. Ta kraina zapewnia niesamowite wrażenia!

Orbitron w pełnej krasie

ORBITRON

To była pierwsza atrakcja, którą zobaczyliśmy i którą postanowiliśmy odhaczyć na naszej liście. To właśnie do niej staliśmy ok. 40 min w kolejce. Pamiętam, że jak na nią patrzyłam to bałam się, że będzie dla mnie trochę za wysoko… Po późniejszych atrakcjach punkt widzenia lekko mi się odmienił. Karuzela jest utrzymana w stylu steam punk i mocno nawiązuje do opowiści, które wyszły spod pióra Julesa Verna i H.G. Wellsa. W jej środku zobaczycie coś na kształt planetarium. Wygląda naprawdę fajnie, ale raczej będzie dobrym rozwiązaniem dla młodszej części gości parku. 
Ach. Do każdego wagoniku wchodzą dwie osoby i ostrzegam, że niektórym może być ciasno.

Przed wejściem naprawdę miałam stracha

SPACE MOUNTAIN: MISSION 2

To natomiast był nasz pierwszy rollercoaster. Zobaczyliśmy ogromną kopułę i postanowiliśmy sprawdzić nasze nerwy. Dodam, że dla mnie to był w ogóle pierwszy rollercoaster w życiu! Bałam się strasznie, że wymięknę (widać to na zdjęciu!), ale jednocześnie byłam niesamowicie podekscytowana.
Kolejka także jest utrzymana w steam punkowym stylu i umożliwia nam podróż w kosmos! Ostrzegam tych, co bardziej strachliwych, że w zasadzie całość wiedzie nas w ciemności rozświetlanej jedynie niespodziewanymi światłami. Są duże wzniesienia, przeciążenia i jazda do góry nogami. Doznanie jest wprost niesamowite! Będąc w Disneylandzie nie możecie tego odpuścić!

Uwaga – minimalny wzrost dziecka to 132 cm.

Niesamowite wnętrze okrętu

Wykonane z ogromną dbałością o szczegóły

LES MYSTERES du NAUTILUS

Tutaj niestety osobiście nie byłam, bo razem z P. i G. lataliśmy w kółko na Space Mountain. Tak, przejechaliśmy się nim pięć razy pod rząd. N. niestety wymiękła, ale dzięki temu mamy zdjęcia z siedziby Kapitana Nemo. Ta atrakcja jest w zasadzie przeznaczona zwłaszcza dla dzieci, bo nie ma tam nic, co mogłoby je przestraszyć. Ot zwykła przechadzka po bardzo ładnie udekorowanej łodzi podwodnej.

Przed wejściem wita nas takie cudeńko!

W środku jest C3-PO

Wall-E! ^^

Samo kino jest już niestety przestarzałe…

STAR TOURS

To natomiast jest prawdziwa gratka dla fanów Star Wars. A podejrzewam, że ostatnio ich nie brakuje. Wszystko sprowadza się do wizyty w kinie, gdzie wyświetlany jest film-symulator podróży w kosmosie. Sam symulator niczego nie urywa, ale stojąc w kolejce mija się niesamowite wprost makiety z Gwiezdnych Wojen. Wygląda to naprawdę wspaniale i uważam, że bardzo (BARDZO!) warto to zobaczyć.

Uwielbiam takie przejażdżki!
Poszło nam naprawdę dobrze!

Celuj w głowę! Celuj w głowę!

Totalna wariacja :)

BUZZ LIGHTYEAR LASER BLAST

Na koniec wycieczki po tej części parku odwiedźcie koniecznie Buzza Astrala. Pamiętam, że kompletnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Okazało się, że dobrze zrobiliśmy, że spróbowaliśmy!
Na początku mijamy pięknie zrobione makiety z Toy Story. A za chwilę wsiadamy do dwuosobowych wagoników wyposażonych w laserowe pistolety. Tak, teraz zaczyna się kosmiczna wojna, w której bierzemy aktywny udział. Na całej trasie mijamy niesamowite sceny z ruszającymi się kosmitami. Na niektórych elementach są kwadratowe cele, w które musimy strzelać. W ten sposób konkurujemy ze swoim towarzyszem podróży. Na koniec możemy porównać wyniki i sprawdzić jak dobrze nam poszło, dzięki tablicy z przedziałami punktowymi. Nam poszło całkiem dobrze!

Poszło nam naprawdę nieźle!

Warto?

Podsumowując – Discoveryland to kraina, w której zapewne najlepiej będą czuli się chłopcy, ale ja bawiłam się tam świetnie! Rollercoaster musicie odwiedzić koniecznie – bez wymówek. Kosmiczna wojna to także punkt obowiązkowy w tej krainie. Reszta w zasadzie dowolnie, chociaż ja bym wpadła do Star Wars, jeżeli lubicie takie klimaty.
Byliście może w Disneylandzie? Jak Wam się podobała ta kraina? Może macie jakieś rady dla tych, którzy dopiero się tam wybierają?

komentarzy 18

  1. Mam nadzieję, że kiedy w końcu odwiedzę Paryż, uda mi się też pójść do Disneylandu. Naprawdę świetnie to wygląda, masz śliczne zdjęcia, na pewno są miłą pamiątką :) I dajesz bardzo ważne, przydatne rady. Kto by pomyślał, że w czasie deszczu jednak może być lepiej… ;)

Napisz komentarz