Przede wszystkim chciałam Wam powiedzieć, że w końcu udało mi się otworzyć Tosiakowy sklep. Znajdziecie w nim na razie same naklejki, ale w dalszej perspektywie pojawią się tam również różnorakie materiały do pobrania. Bez obaw jednak! Na blogu nadal będę udostępniać darmowe materiały do druku. Jesteście ciekawi, jak to się wszystko zaczęło? Jeżeli tak, zapraszam do dalszego czytania.

Tak wyglądało moje pierwsze bujo zdjęcie na Instagramie:

Bullet journal – moje początki

Swoją przygodę z kreatywnym planowaniem, a w zasadzie z bullet journalingiem rozpoczęłam w grudniu 2015 roku. To wtedy trafiłam na Boho Berry i przepadłam! Wtedy – po latach prowadzenia różnych kalendarzy i plannerów – poczułam, że w końcu znalazłam to, co spełni wszystkie moje wymagania. Przede wszystkim będzie w stu procentach dostosowane do moich potrzeb.

Jak to ja, zaczęłam pilnie szukać informacji o bullet journalingu, dotarłam do źródła, czyli do strony Rydera Carolla – twórcy tej niesamowitej metody. Jej podstawowa wersja jest oczywiście banalnie prosta. Wystarczy zeszyt i długopis. To coś, na co każdy może sobie pozwolić. Zresztą podstawowe zasady opisałam kiedyś w poście – Co to jest bullet journal?

Naklejki do bullet journal

Ja oczywiście ze swoimi upodobaniami do kolorów i jarmarcznego stylu od razu wpadłam na pomysł, żeby mój bujo jednakowoż trochę ubarwić. Tym sposobem ruszyłam na Aliexpress i zrobiłam prawdziwy nalot na sklepy z naklejkami i taśmami washi. Zamawiałam dużo. Naprawdę dużo. Ale niestety duża część miała dziwne chińskie znaczki albo wątpliwą jakość.

Szukałam dalej. W tym czasie robiłam też na bloga różnego rodzaju materiały graficzne do pobrania i wydrukowania. Wykorzystywałam do nich grafiki, na które kupowałam licencje. Sama niestety nie mam takiego talentu… Łatwo się domyślić, jaki proces myślowy pojawił się wtedy w mojej głowie. Skoro i tak kupuję grafiki, mam ich już naprawdę całkiem sporo, a naklejki, które mogę kupować nie zawsze spełniają wszystkie moje wymagania – może takich osób jak ja jest więcej?

ZOBACZ: Wszystkie moje materiały do wydrukowania

Tosiakowy sklep – pierwsza myśl

To wtedy, jakieś dwa lata temu, zaświtała mi myśl – chcę sprzedawać naklejki. Niestety, żeby móc się tym zająć, trzeba było zrobić porządny research i kupić potrzebny sprzęt. Chciałam bowiem od początku robić naklejki sama w domu. Nie chciałam oddawać ich w ręce drukarni. Zresztą podejrzewałam, że skala nie będzie aż taka. Nie ma co się oszukiwać ;)

Dwa lata oczekiwania

I tak minęły dwa lata. W tym czasie na dobre rozkręciłam mój kanał na YouTube, trochę zaniedbałam blog, bardziej zajęłam się Instagramem. Nawet przeszłam dwie zmiany szablonu na blogu, żeby znaleźć nową motywację do działania. Ale ten sklep cały czas we mnie kiełkował. Kupiliśmy drukarkę laserową – już jakiś rok temu o.O Ale najpoważniejszym krokiem było jednak kupno plotera. Ślicznej, żółciutkiej maszyny, która na stałe zamieszkała na biurku. To właśnie ona zmotywowała mnie ostatecznie!

Tosiakowy sklep – najgorętsze ostatnie chwile

Zebrałam się w sobie jakoś po ostatnim Nowym Roku. Zmieniłam szablon bloga na taki, który ma wbudowany sklep. Szanowny zajął się wszystkimi sprawami technicznymi. Nawet nie chcę myśleć, ile godzin na to poświęcił.

Później przyszedł czas na księgowość, pośrednika płatności, wszystkie potrzebne materiały. A na końcu ta myśl – muszę ogarnąć produkty! Możecie się śmiać, ale właśnie w takiej kolejności wszystko powstawało. Produkty dodałam do sklepu o północy w nocy z 31 marca na 1 kwietnia, czyli w momencie naszego deadline’u. Niemniej udało się!

Niesamowity kop pozytywnej energii

I wiecie co? Postanowiłam, że start Tosiakowego sklepu będę ogłaszać bardzo stopniowo. Pierwsze oficjalne info pojawiło się dopiero na wtorkowej premierze filmu na YouTube. Wcześniej była cisza, a i tak PIERWSZEGO dnia zrealizowałam aż dwa spore zamówienia! Kobiety, jesteście niesamowite!

Może trudno w to uwierzyć, ale otwarcie takiego sklepiku było moim ogromnym marzeniem. Chociaż – nie ukrywam – nie spodziewałam się, że wymaga to aż takich stosów wypełnionych papierów i tabelek! Niemniej marzenie spełniłam i to jeszcze przed 30. urodzinami, które są za miesiąc. Udało się! Zdążyłam! Teraz tylko musicie trzymać kciuki, żeby wszystko się układało.

Tosiakowy sklep – co dalej

A jaki mam plan na Tosiakowy sklep? Na razie będą w nim naklejki. Będą oczywiście standardowe punkty programu, czyli zestawy na każdy miesiąc. Mam nadzieję, że na kolejny miesiąc będą dostępne już w połowie poprzedniego, żebyście zdążyły je sobie zamówić. Będą pojedyncze arkusze do planowania i ozdabiania. Aż w końcu – na co liczę – pojawią się też materiały do pobrania. Nie deklaruję niczego konkretnego, bo muszę to jeszcze porządnie przemyśleć.

Na koniec mam apel do Was – Kobitek, które cały czas mnie wspierają na każdym kroku – jeżeli macie jakieś sugestie, pomysły, coś chciałybyście zobaczyć w sklepiku w formie fizycznej lub do pobrania – nie wahajcie się i piszcie! Nie ukrywam, że najlepiej na maila, wtedy na pewno Waszą wiadomość zobaczę i na nią odpiszę. I jeszcze raz – trzymajcie mocno kciuki i pamiętajcie – spełniajcie swoje marzenia, daje to ogromnego kopa i mnóstwo pozytywnej energii. Ciąg dalszy tego wpisu nastąpi za jakieś pół roku. Zobaczymy, jak będzie wyglądało moje zdanie na ten temat wtedy ;)

komentarzy 8

  1. Pingback: Sobotni piąteczek #09 - fakapy ludzkości i magnoliowy falstart - Tosiakowo

  2. Pingback: Sobotni piąteczek #08 - podróż w nieznane, pyszne jedzenie i ogromny stosik

  3. katarzynawarniello Odpowiedz

    Gratulacje za otwarcie sklepu, uwielbiam wszelkiego rodzaju pomocne naklejki do ogarniania bujo. Pozdrawiam

Napisz komentarz