Po bardzo długim czasie spędzonym z Webshows potrzebowałam książki, którą uda mi się szybko przeczytać. Wybór padł na Blondynkę na Zanzibarze Beaty Pawlikowskiej. Tej pani nie trzeba chyba nikomu przedstawiać?

Źródło

Wyspa na Oceanie Indyjskim, słynąca z cudownych plaż i handlu niewolnikami, Kamienne Miasto, cynamon, wanilia, pieprz i goździki na plantacji przypraw, Droga Tysiąca Drzew Mango zanzibarska kuchnia i tajemnica szczęścia. Pełne emocji opowieści o przygodach, a także fragmenty wspomnień arabskiej księżniczki, podróżnika Marco Polo i Henry’ego Stanleya, który na Zanzibarze rozpoczął wyprawę w poszukiwaniu zaginionego podróżnika Davida Livingstone’a. 


Książeczka pochodzi z podróżniczej serii pani Pawlikowskiej sygnowanej National Geographic. Liczy około 100 stron, z czego połowa to zdjęcia i rysuneczki. Nie do końca podoba mi się taka polityka wydawnicza. Zastanawiam się czy nie lepiej (dla czytelnika!) byłoby kupić jedną grubą pozycję, ale wypełnioną merytorycznymi treściami?

Nie jestem wielką pasjonatką książek podróżniczych, ale lubię czasem poczytać o zakątkach naszego świata. Lubię czytać Cejrowskiego i Kreta. Przymierzam się do Wojciechowskiej. Ta książeczka to już któraś z kolei z tej serii. Niestety jak na razie najsłabsza. Opis, który wstawiłam na górze zawiera w sobie całą treść książki. Każdy wymieniony element jest tam opisany w dosłownie kilku akapitach (albo nawet zdaniach) i po skończeniu części pisanej czuć ogromny niedosyt. Kiedy ją czytałam i zaczynałam „wczuwać się” w dany opis, on zaraz się kończył.

Zabrakło mi opisów życia mieszkańców Zanzibaru, opisów samej wyspy. Zabrakło mi bardzo wielu rzeczy niestety. Jedna ze słabszych pozycji tej autorki, ale w zasadzie do „połknięcia” w dwie godzinki. Można ją potraktować jako oderwanie od szarej (już w sumie jesiennej) rzeczywistości :)

komentarze 3

Napisz komentarz