Od dziecka marzyłam o tym, żeby pojechać do Ziemi Świętej. Były to jednak ciche marzenia, które wypierały inne, bliższe, bardziej atrakcyjne destynacje. W tym roku moja mama powiedziała jednak – dosyć tego i postanowiła, że całą pięcioosobową ferajną jedziemy do Izraela. Tak też uczyniliśmy. Spędziliśmy w październiku kilka naprawdę niesamowitych dni na zwiedzaniu, podnoszeniu szczęki z ziemi i bardzo aktywnym odpoczynku.

Samemu czy z biurem?

Jeżeli chcecie jechać do Izraela na dosłownie kilka dni, to dobrym pomysłem jest zakwaterowanie w Jerozolimie. To świetna baza wypadowa do dalszego zwiedzania, a biura turystyczne mają bardzo ciekawe oferty wycieczek fakultatywnych, z których warto skorzystać. Dla osób, które nie chcą same organizować wszystkich dojazdów, wejść i przede wszystkim planu zwiedzania, proponuję zawsze najprostszą opcję, czyli wyjazd z biurem podróży, gdzie zapewniony jest właśnie plan. Warto sprawdzić na przykład ofertę biura Itaka, z którym my latamy bardzo często w różne rejony świata.

Chyba jeszcze żaden odwiedzony przez nas kraj nie okazał się aż takim zaskoczeniem. Izrael to miejsce, w którym na każdym roku dzieje się coś nieprzewidywalnego, a kultura jest zupełnie inna niż nasza.

Palestyna, Izrael co zobaczyć

Morze Martwe

Pierwszym i dla mnie jednym z najbardziej atrakcyjnych punktów programu było Morze Martwe. Odkąd jako dziecko usłyszałam w telewizji o morzu, w którym nie trzeba potrafić pływać, żeby unosić się na powierzchni, strasznie chciałam tam pojechać. Inna sprawa, że do samego końca nie wierzyłam w to, że jest to prawda.

Nad Morzem Martwym byliśmy niemal codziennie. Kąpaliśmy się również prawie zawsze. Na mapce poniżej zaznaczyłam dokładną lokalizację plaży, z której my korzystaliśmy. Wejście na nią jest płatne, za osobę dorosłą kosztuje około 60 zł (59 NIS). Ale w przypadku większych grup, ta cena zwykle spada.

To, co mnie najbardziej zaskoczyło, to fakt, że nad Morzem Martwym panuje swoisty mikroklimat. Jest tam dużo cieplej niż wszędzie dookoła. Dlaczego? Otóż jest to najniżej położone morze na świecie. I to się czuje.

W wodzie nie uświadczycie kolorowych rybek, bo niestety niewiele organizmów jest w stanie przetrwać tak ogromne zasolenie (na poziomie średnio 26 procent). Nie polecam też picia wody – jest oleista i gorzkawa. Ale koniecznie musicie spróbować pływać (tylko na plecach!). Uczucie jest totalnie niesamowite – nic nie musicie robić, a unosicie się na powierzchni. Ba! Trudno jest wręcz wstać czy usiąść.

Betlejem

Drugim miejscem, które naprawdę każdy powinien zobaczyć, jest Betlejem. My akurat mieszkaliśmy w tym mieście, więc mogliśmy odrobinę bardziej poczuć jego specyficzny klimat.

Kiedy przejechaliśmy pierwszego dnia przez Jerozolimę i kierowaliśmy się w stronę Betlejem po raz pierwszy poczułam, że rzeczywiście na tym terenie nie jest spokojnie. Przejazd przez ogromny mur, który rozdziela Izrael i Autonomię Palestyńską daje do myślenia.

Niemniej w Betlejem jest wiele miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć. Bazylika Narodzenia Pańskiego (tu trzeba przygotować się na czekanie w kolejce do miejsca narodzenia), Grota Mleczna, a na obrzeżach miasta Pole Pasterzy. Polecam także spacer po mieście, wejście do lokalnych sklepików, które oferują wiele ciekawych produktów.

Ain Karem (En Kerem)

Miejscem, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, było Ain Karem. Jest bogate w obiekty sakralne i może właśnie dlatego „niepielgrzymi” raczej rzadko tam zaglądają. A naprawdę warto!

To niezwykle urokliwe miejsce, które klimatem przypomina południe Włoch. To tam miał narodzić się św. Jan Chrzciciel.

Jest Źródełko Matki Bożej, z którego wodę pobierać miała Maryja. Stamtąd po wielu schodkach wędruje się do Sanktuarium Nawiedzenia św. Elżbiety. To tam nad naszymi głowami latały papugi, a wszędzie dookoła rosła soczysta zieleń. Będąc w tym miejscu, warto zejść ze wzgórza i zahaczyć o kościół św. Jana Chrzciciela.

Jezioro Galilejskie (Jezioro Tyberiadzkie)

To największe słodkowodne jezioro Izraela, położone na północy kraju. Przepiękne miejsce, otoczone wspaniałą zielenią. Wokół niego jest też dużo miejsc sakralnych, które można obejrzeć przy okazji.

Ale przede wszystkim warto przepłynąć się po wodach jeziora. Cisza, spokój i piękne widoki. Czego można chcieć więcej? No tak! Jedzenia. Wokół jeziora można spróbować ryby zwanej „piotrową”.

My zwiedziliśmy jeszcze znajdujące się w pobliżu Kafarnaum, Górę Błogosławieństw i Tabhgę.

Nazaret

To miasto spodobało nam się nawet bardziej niż Betlejem. Ma w sobie spokój. Nie mieliśmy na nie niestety zbyt wiele czasu, więc odwiedziliśmy najważniejsze – Bazylikę Zwiastowania, czyli ogromną budowlę, do której przyjeżdża wiele pielgrzymek.

Mieliśmy czas niestety tylko na krótki i szybki spacer po mieście. Wiem już, że na pewno do niego wrócimy. Bo nawet to ekspresowe zetknięcie z murami Nazaret sprawiły, że nabraliśmy ochoty na więcej.

Jerozolima

W tym punkcie mogłabym się rozpisać na kilkanaście stron. To miasto jest bowiem wypełnione miejscami, które po prostu trzeba zobaczyć. Na pewno prędzej czy później przygotuję osobny wpis o samej Jerozolimie, a na razie zostawię Was z krótkimi wskazaniami miejsc, które widzieliśmy i które zrobiły na nas największe wrażenie.

  • Bazary – długie, niekończące się targowiska;
  • Bazylika Grobu Pańskiego – jej wnętrza dosłownie zwalają z nóg;
  • Ściana Płaczu – punkt obowiązkowy na liście;
  • Droga Krzyżowa – jeżeli nie ze względu na religię, to przez wzgląd na trasę, którą prowadzi;
  • Góra Oliwna – cmentarz na jej zboczu jest szokujący!

To takie elementy, bez których nie wyobrażam sobie zwiedzania Jerozolimy. Jest jednak jeszcze wiele miejsc, których nie widzieliśmy. Dla których na pewno wrócimy do tego miasta. Jednak wtedy będziemy tam już na pewno po prostu mieszkać. Bardzo chciałabym lepiej wczuć się w ten klimat.

Jerycho

Czyli najstarsze miasto świata. Tuż obok znajduje się Góra Kuszenia, na którą można wjechać kolejką linową. Nam się to niestety nie udało.

W zamiana za to zrobiliśmy sobie spacer ulicami miasta. Co samo w sobie było dosyć ciekawym doświadczeniem. Jerycho nie jest jakimś spektakularnym miejscem. W większości zamieszkują je Arabowie, w centrum stoi ogromny meczet.

Pustynie

Przez pustynie jedynie przejeżdżaliśmy. W drodze nad Morze Martwe mijaliśmy ogromne wydmy Pustyni Judzkiej, obozy Beduinów. To wszystko robi ogromne wrażenie.

I jest coś, czego bardzo żałuję. Tego, że nie wybraliśmy się na żadną wyprawę na pustynię. Bardzo chciałabym zobaczyć Masadę i odciąć się totalnie od świata. To dopiero przed nami, ale prędzej czy później uda się nam to zrealizować!

Jedzenie w Izraelu

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o jedzeniu w Izraelu. Będąc tam po prostu musicie spróbować hummusu i falafelków. To element obowiązkowy wizyty w Ziemi Świętej!


My podczas naszej wyprawy skupialiśmy się głównie na miejscach ważnych z punktu widzenia religii. Dlaczego? Ponieważ takie było założenie – poznać kolebkę religii. Niemniej uważam, że na pewno jeszcze wrócimy w te rejony świata, ponieważ zostało nam wiele, wiele miejsc do odwiedzenia.

Ten wpis to dopiero liźnięcie tematu. Mam ogromną ochotę wrócić do tekstów podróżniczych, więc spodziewajcie się rozwinięcia poszczególnych wątków w osobnych tekstach! No i koniecznie dajcie znać, o czym chcielibyście jeszcze poczytać. Co Wam najbardziej podoba się w Izraelu?

Napisz komentarz